menu

czwartek, 23 marca 2017

Jak wejść w konflikt z prawem w Singapurze i przetrwać


Hala po ogłoszeniu odwołania lotu

"Dear passengers. I am sorry to inform you, that your flight has been canceled."
Odlot naszego samolotu zaplanowany był na godzinę 02:00. Jednak już ok. 01:00 przesunięto godzinę odlotu na 02:30. Jednak o tej godzinie stewardesa ogłosiła, że lot zostaje odwołany. Wspaniały piękny i niezawodny Airbus się zepsuł. I to nie byle komu bo mieliśmy lecieć Qatar Airlines.


Zaraz po zapowiedzi obsługa lotu zajęła się przebukowywaniem naszych lotów aby zapewnić każdemu możliwie wygodne dotarcie do planowanego celu. Część ludzi stała w kolejce, część spała i tylko kilku geeków zajęło całkowicie stacje ładowania telefonów. No jak można podłączać trzy telefony do jednej stacji? Kto w ogóle ma trzy telefony? Mieliśmy jeszcze trochę energii w bateriach ale już nam chodził po głowie pewien tradycyjny polski prezent...
Niestety Singapur leży poza EU a zatem prawa pasażera tam nie obowiązują. Zastanawialiśmy się zatem co nas czeka? Noc czy dwie na lotnisku? A na dodatek wydaliśmy wszystkie lokalne pieniądze no bo po co brać do kraju.
Część ludzi leci wcześnie rano a więc śpią na lotnisku

Na szczęście Qatar Airlines zaoferowało różne opcje. Dla nas zaproponowano przesunięcie lotu o jedną dobę oraz nocleg w hotelu w Singapurze, darmowy transfer do i z hotelu na lotnisko oraz posiłki. Wziąłem tylko jeszcze nazwę hotelu i ruszyliśmy do wyjścia, gdzie mieliśmy po prostu wsiąść do taksówki, podać nazwę hotelu i że kurs na koszt hotelu. Po drodze odprawa paszportowa i otrzymałem trzecią pieczątkę wjazdu na teren Singapuru.
Niestety kierowca taksówki stwierdził, że hoteli o tej nazwie są trzy w Singapurze i musimy mu podać, do którego ma jechać. Jaki brak kompetencji obsługi! Złość w nas zaczęła kipieć! I co robić? Stanowiska Qatar w hali odlotów zamknięte na głucho bo dopiero czwarta trzydzieści rano. Zatem jedyna opcja to dojście z powrotem do stanowiska A13 gdzie stewardesy załatwiały pewnie jeszcze pozostałych pasażerów.
Przeszedłem przez kontrolę dokumentów ale Kris został zawrócony do stanowisk w hali odlotów. Na szczęście mieliśmy cały czas komunikację na messengerze i ustaliliśmy, że sam pójdę ochrzanić tę babę, która nie potrafi podać dokładnego miejsca naszego pobytu.
Lotnisko w Singapurze to moloch i samo dotarcie do stanowiska zajęło mi 20 minut. Jeszcze po drodze kontrola bezpieczeństwa i mogłem spokojnie wydrzeć się na stewardesę. Co jeszcze mnie mogło bardziej wkurzyć? One same dokładnie nie wiedziały, który to hotel. Coś tam brzdąkały po lokalesowemu ale usłyszałem "google maps". No tyle to sam potrafię ale czego szukać. W końcu po kilku minutach narad pokazały mi na mapie lokalizację hotelu. Jeszcze upewniłem się, że nie będzie problemu z dojazdem a hotel nam nie zamknie drzwi przed nosem. Fuknąłem coś na do widzenia bo jak dotąd wciąż tkwimy na lotnisku a już powinniśmy leżeć w łóżkach i pomaszerowałem w kierunku wyjścia. Kolejna czwarta wizyta w Singapurze i znowu ankieta imigracyjna. A do odprawy już porobiły się kolejki.
Na kontroli paszportowej policjantka ze zdziwieniem informuje mnie, że nie mogę wyjść z lotniska... COO? Przychodzi po mnie jakiś oficer. Zastanawiam się jaka kara może być za takie naruszenie procedur. Skoro za rzucenie papierka S$500 to tu ile 1000, 2000, areszt?
Czekam na decyzję, oficer dzwoni gdzieś ale nie rozumiem ani słowa. Czekam przy kontuarze. Zaczepia mnie koleś z pytaniem czy może pomóc. Aha, też jest z naszego odwołanego lotu. Ale tłumaczę krótko, że sprawa jest dość skomplikowana. Ale po chwili przychodzi mi do głowy nowe pytanie. Mam przy sobie paszport małżonki. Skoro nie wypuszczą mnie z lotniska o ile mnie nie aresztują to jak przekażę paszport komuś na zewnątrz? No tak, ten koleś wygląda na porządnego to może mógłby przenieść. A bez paszportu problem będę miał nie tylko ja ale też i żona, bo jak wróci?
Na szczęście w tej chwili woła mnie oficer. Tłumaczy, że wejście na lotnisko jest jednokierunkowe a jedyną drogą opuszczenia strefy bezpieczeństwa jest wylot samolotem, Ok, kiwam głową, przepraszam kilka razy i obiecuję poprawę ;) Jest chyba dobrze. Po trzykrotnej pogadance o bezpieczeństwie lotów zostaję skierowany do wyjścia. Bramka otwiera się i wychodzę. Jest 6:30 rano. Muszę tylko sprawdzić ile mam tych pieczątek wjazdowych: trzy czy cztery.

Strona paszportu z czterema pieczątkami wjazdowymi do Singapuru
Towarzysze podróży witają mnie uściskami, nie wiedzieli co się stanie zresztą tak samo jak i ja.
Wsiadamy w taksówkę w piątkę i jedziemy do hotelu z tym kolesiem co mnie wcześniej zahaczył. Też dostał skierowanie tam na nocleg. Chociaż właściwie zaczął się dzień.

Luksusowa taksówka na koszt linii lotniczych

Zaczyna opadać z nas zdenerwowanie. Taksówka wiezie nas do hotelu Jen. Wygląda ładnie. Myślimy sobie, że może należy do jakiegoś katarskiego księcia to i może wewnątrz będzie w miarę przyzwoity. No i bingo! Hotel ma cztery gwiazdki, całkiem luksusowy. Mamy ładne pokoje na 17 piętrze z widokiem. Trzy posiłki zagwarantowane bezpłatnie. Jak się za chwilę okazało na bardzo przyzwoitym poziomie. Krewetki, małże, sushi, żarcie hinduskie, chińskie, lokalesowe, słodkości itp. Przynajmniej się prześpimy, najemy i odświeżymy. Honor Qataru uratowany!




Jak się wkrótce okazało, Qatar zrobił nam jeszcze jeden "prezent". Przebukowali nam lot na następny dzień, w którym rozkład lotów różni się od tego, w którym mieliśmy lecieć. Zamiast godziny na lotnisku DOHA mieliśmy przerwę 9 godzin. To może być okazja do małej wycieczki :)