menu

poniedziałek, 13 marca 2017

Malezja dzień 3 - lasy deszczowe i truskawki

Plantacja herbaty
Tego dnia postanowiliśmy zerwać z tradycyjnym zwiedzaniem lokalnych farm kwiatów i herbat i zdecydowaliśmy się na wycieczkę w góry. Nasz kierowca zadzwonił do znajomego, który po kilkunastu minutach podjechał po nas oldskulowym Land Roverem. Zapakowaliśmy się do wnętrza i ruszyliśmy. Celem naszej wyprawy był szczyt pobliskiego wzgórza Gunung Berincang. Jednak tuż po wjechaniu w góry zatrzymaliśmy się pośrodku pól plantacji herbaty a nasz kierowca opowiedział nam całą historię tej uprawy i o tym jak się herbatę przygotowuje. Okazuje się, że listki zbiera się maszynowo z górnych części krzaków. Następnie suszy się, sortuje i fermentuje. Krzaki herbaty mogą mieć nawet 150 lat ale te, które mieliśmy przed sobą rosły na plantacji od początku XX wieku.



Ruszyliśmy dalej pod górę bardzo ciekawą, wąską drogą, na której co jakiś czas mijaliśmy się z pojazdami jadącymi z góry. Podjazd był bardzo stromy aż w pewnym momencie naszym oczom pokazał się las masztów telekomunikacyjnych.
 Byliśmy na szczycie! Stała tam też wieża obserwacyjna z której rozpościerał się doskonały widok na okolicę.

Bliskie sąsiedztwo wielkich anten transmisyjnych trochę mnie niepokoiła zatem w krótkim czasie ruszyliśmy z powrotem w dół. Po chwili zatrzymaliśmy się przy Mossy Forest czyli przy wyznaczonym do zwiedzania fragmencie lasu deszczowego. Nasz przewodnik okazał się pasjonatem ochrony środowiska naturalnego. Opowiedział nam o całej strukturze lasów deszczowych, pokazywał unikalne rośliny a najlepsze jest to, że udało się nam zobaczyć małpy w naturalnym środowisku. Czy wiecie, że wszystkie lasy deszczowe na Ziemi zajmują powierzchnię mniejszą niż powierzchnia USA? A jednocześnie powierzchnia lasów deszczowych nieustannie się zmniejsza. Człowiek penetrując te dzikie tereny wpływa niekorzystnie na środowisko powodując spadek lub zanik populacji wielu gatunków zwierząt.



Po zjechaniu z gór podjechaliśmy do pobliskiej herbaciarni Cameron Valley. Tam napiliśmy się prawdziwej herbaty i zrobiliśmy małe zaopatrzenie do domu.
Wyprawa Land Roverem zakończyła się miłą rozmową z kierowcą - przewodnikiem, wymianą kontaktów i wzajemnymi podziękowaniami za wspólnie spędzony czas. Byliśmy tak zadowoleni z wycieczki, że sprezentowaliśmy mu 0,5 litra doskonałego rumu, który przywieźliśmy do Malezji ze strefy wolnocłowej. Był bardzo zadowolony a zwłaszcza biorąc pod uwagę to, że w Malezji ceny alkoholu to trzecie najwyższe na świecie. Koszt to 80 RM od osoby a firma odpowiedzialna za organizację to  Eco Cameron. Kierowca, którego mogę z czystym sumieniem polecić to Sk Raju.



Tego dnia mieliśmy zaplanowany przejazd do Kuala Lumpur. Po drodze odwiedziliśmy świątynię Sam Poh ze wspaniałymi rzeźbami i malowidłami. Wstęp bezpłatny. A potem na chwilę wjechaliśmy na plantację truskawek. W Polsce to nic szczególnego ale w Malezji to rarytas. I cena odpowiednio wysoka. Za wstęp na plantację nic nie płaciliśmy.

Do Kuala Lumpur dotarliśmy wieczorem i przed zacumowaniem w hotelu znaleźliśmy chwilę na pierwsze zdjęcie symbolu tego miasta - Petronas Towers.