menu

wtorek, 14 marca 2017

Malezja dzień 4 - kolejka linowa i świątynia w jaskini


Dzień rozpoczęliśmy od śniadania w restauracji w pobliżu naszego hostelu w Kuala Lumpur. Rozszyfrowanie co kryje się pod która nazwą nie byłoby możliwe ale na szczęście mamy naszego kierowcę Filipa. Jako mieszkaniec miasta zna różne ciekawe zakątki a w szczególności cała paletę miejsc gdzie można zjeść dobre i tanie lokalne potrawy.

Po śniadaniu, które obfitością przypominało raczej obiad, pojechaliśmy obejrzeć świątynię Batu Caves. Zbudowana w naturalnej grocie powstałej na skutek stuleci działania natury sprawia niesamowite wrażenie. Najpierw jednak trzeba tam dotrzeć korzystając z 272 schodów. Na szczęście jeszcze dajemy radę bo innej możliwości wejścia nie ma. Wstęp do świątyni jest bezpłatny ale sąsiadująca ciemna grota jest już atrakcją płatną, 35 RM od osoby. Uznaliśmy to za zbędny wydatek a też czasu nie mieliśmy aż tyle.
Na terenie świątyni jest mnóstwo małp, które tylko czekają by zwędzić coś turystom.





Ze świątyni pojechaliśmy na przejażdżkę kolejką linową Awana SkyWay prowadzącą do kompleksu hotelowego Geting Highlands stworzonego przez Malezyjskiego wizjonera Lim Goh Tonga, którego pomnik odwiedziliśmy w drodze do stacji kolejki linowej. Kolejka ta otwarta w 2016 roku jest wyposażona w najnowsze technologie poprawiające bezpieczeństwo m.in. grubsze liny i specjalne konstrukcje wsporników ułatwiające dostęp ekipom ratowniczym. Na szczęście nasz przejazd przebiegł bezproblemowo. Przejazd to koszt 8 RM w jedną stronę czyli jeśli ktoś nie planuje noclegu w którymś z hoteli na górze to najlepiej kupić od razu bilet powrotny.

W centrum hotelowym znajduje się Hotel First World o największej na świecie liczbie pokoi. Poza nim jest tam jeszcze kilka hoteli tworzących razem jeden kompleks hotelowo-rozrywkowy w skład którego wchodzą restauracje, kasyno, salon gier i centra handlowe. Niesamowite wrażenie dają ściany pokryte ledowymi ekranami o wysokości kilku pięter.


Całość jest jeszcze w budowie ale widząc rozmiar prowadzonych prac jedyne co się nam ciśnie na usta to zdanie z Kilera "Mają rozmach skurwesyny"!

Ceny w sklepach odstają od tych na dole i są nawet wyższe niż w centrum Kuala Lumpur. No ale nie na zakupy tam pojechaliśmy.
Powrót do Kuala Lumpur trwał dość długo bo w godzinach  popołudniowych tworzą się w mieście i na drogach dojazdowych ogromne korki. Na obiad dotarliśmy po 19. A był to obiad szczególny bo Filip zaprosił nas na wspólny obiad ze swoją rodziną do bardzo dobrej restauracji "Restoran 28" w pobliżu swojego domu. Przyznać muszę, że jedzenie pierwszorzędne. A rodzina bardzo miła a wszystkim podobała się najmłodsza córka Filipa.