menu

niedziela, 12 marca 2017

Malezja dzień 2 - Działa, węże i sesja ślubna


Rambo 8 - strzelam z działa
Nasz kolejny dzień wycieczki po Malezji rozpoczęliśmy od odwiedzenia fortu Cornwallis. Obiekt ten zbudowany w 1786 roku jest największym fortem w Malezji. Nigdy nie brał udziału w walkach.
Fort mały z niewielką ilością zabytkowych przedmiotów. Nie ma porównania choćby z Cytadelą poznańską. Wejście za 20 RM od osoby to jednak dość drogo jak na taką słabą atrakcję. Było za to trochę zabawy z rekwizytami :)

Kolejny cel naszej podróży zapowiadał się interesująco. Świątynia węży, w której miały być żywe węże w przestrzeni dostępnej dla odwiedzających. No i owszem były ale jakieś takie uśpione i tylko kilka. Szkoda bo liczyliśmy na więcej. Dobrze, że wstęp bezpłatny.



W drodze do świątyni Ling Sen Tong wykutej w skale zatrzymaliśmy się w Ipoh aby obejrzeć ciekawą architekturę starówki. Tłumy turystów i stragany z pamiątkami przesłaniają to co ciekawe. Ale dość interesujące były prace wykonane w obecnym ekologicznym trendzie z odpadów. Tak więc mamy obraz z zakrętek od butelek i ozdoby z butelek pet. Ciekawie też prezentowała się ulica ozdobiona parasolkami.



A zatem dalej jedziemy zobaczyć świątynię wykutą w skale. Na miejscu okazało się, że jest tam więcej niż jedna świątynia. Kompleks wykuty w skale prezentuje się imponująco. Uwagę przykuwa wielki posąg Buddy w pozycji leżącej oraz drugi w pozycji stojącej. Wszędzie palą się kadzidła i wszystko spowite jest dymem. Jeśli ktoś nie lubi zapachu dymu to ten kraj nie jest dla niego. Wstęp bezpłatny.



Na tym zdjęciu jest ukryta twarz
Ostatnią atrakcją tego dnia były odwiedziny w zamku Kelly. Budynek należał do szkockiego przemysłowca i pełnił funkcje reprezentacyjne. W budynku odbywały się przyjęcia i spotkania biznesowe. Właściciel zamontował tam pierwszą w Malezji windę hydrauliczną. Niestety niekorzystna koniunktura na rynku spowodowała, że interesy właściciela podupadły. Budynek przez kilka dziesięcioleci niszczał aż w końcu został zamieniony w atrakcje turystyczną. Jest to dość popularne miejsce sesji ślubnych w Malezji. I mieliśmy szczęście bo trafiliśmy na taką sesję i ukradłem jedno zdjęcie panu młodemu. Wstęp 10 RM od osoby.


I wszystko byłoby pięknie gdybym nie musiał skorzystać z toalety. Niestety dwójka. I niestety toaleta w stylu muzułmańskim czyli bez papieru toaletowego ale za to wiadro i miska i wąż z wodą. Jakoś się udało ale nie było to przyjemne. Może następnym razem będzie łatwiej.