menu

poniedziałek, 20 marca 2017

Sigapur w pigułce - dzień pierwszy


Nasz pierwszy dzień w Singapurze zaczęliśmy od przejażdżki metrem do ChinaTown. Bilet kosztował S$1,70 od osoby ze stacji Paya Lebar. Zdecydowaliśmy się na kupowanie biletów na każdy przejazd osobno ze względu na planowaną małą liczbę przejazdów. Najtańsza karta na dwa dni to koszt S$20. Metro dobrze zorganizowane, czyste i łatwe do ogarnięcia. W wagonach słowne i tekstowe zapowiedzi o najbliższej stacji.


Wysiadamy zatem w Chinatown i od razu kierujemy się do pobliskiego Hawker Centre, To taki sprytny targ, w którym znajduje się kilkaset punktów z różnego rodzaju gotową żywnością. Można jeść na miejscu ale są też klienci biorący na wynos. Za nasz lunch pełniący rolę śniadania zapłaciliśmy S$8 za ryż z dwoma rodzajami mięsa i surówką  z kiełków plus S$2.5 za smoothie z kiwi. Dodatkowa puszka Coli to s$1.60. W Porównaniu z Malezją jest drożej i jak się okazało nie tylko w temacie żywności.


Po zaspokojeniu porannego głodu przechodzimy do sąsiadującej buddyjskiej świątyni, w której znajduje się relikwia - ząb Buddy. Co ciekawe świątynia ta jest w pełni klimatyzowana a na pięciu poziomach znajdują się m.in. salka pamięci zmarłych, muzeum świątyni, ogród orchidei, całe piętro z relikwią i główna sala świątyni. W muzeum są pokazane pełnowymiarowe odwzorowania zasłużonych mnichów. Wyglądają dość naturalnie.





Dalej ruszyliśmy spacerem w kierunku wybrzeża po drodze podziwiając wspaniałe wejście do świątyni Sri Mariamman.

Idziemy już przez nowoczesne rejony miasta i zaczynają otaczać nas wysokie budynki w tym naprawdę urokliwy z zielenią wplecioną w elewację.


Docieramy w końcu do rzeki gdzie skręcamy na chwilę do nadmorskiej dzielnicy Clarke Quay. Znajduje się tam mnóstwo lokali ale już z daleka widać, że to nie na naszą kieszeń. Ciekawe rzeźby zwracają naszą uwagę a zwłaszcza jedna budzi pewne skojarzenia. Ciekawe czy Tobie też.

Przechodzimy koło znanego ponoć budynku z kolorowymi okiennicami i idziemy brzegiem pośród nadbrzeżnych lokali.

W końcu naszym oczom ukazuje się rzeźba lwa - symbolu Singapuru i wspaniały widok na hotel Marina Bay Sands trochę przypominający statek kosmiczny obcych.


 Obchodzimy zatokę dookoła podziwiając okalające ją nowoczesne wieżowce i dochodzimy do hotelu, którego podstawę stanowi ogromne centrum handlowe. Nie bardzo nas to interesuje ale w środku jest klimatyzacja więc korzystamy z okazji aby się co nieco ochłodzić.


Teraz czas na nasz najważniejszy cel dzisiaj - Gardens by the Bay. Jest to wspaniały ogród, w którym stoją ogromne sztuczne drzewa, znany symbol Singapuru. Dojście do tego miejsca wymaga przejścia przez hotel i trzeba szukać znaków wskazujących, którędy można się tam przedostać. Najpierw pokonujemy kładkę nad autostradą łączącą dwie części hotelu i przechodzimy nią przez główną bryłę tego wielkiego gmachu, który imponuje również architekturą wnętrza.

Następnie przechodzimy dalej i już jesteśmy w ogrodach a przed nami widnieją charakterystyczne drzewa. Jest jeszcze jasno i chcieliśmy wejść na kładkę wiszącą pomiędzy drzewami ale niestety w kasie widniała informacja, że sprzedaż wstrzymana ze względu na niesprzyjające warunki atmosferyczne.

Skoro już zostaliśmy na ziemi to wypatrzyliśmy miejsce, z którego można podziwiać zbliżające się pokazy świetlne. Trzeba wejść po schodach na ścieżkę znajdującą się na brzegu skarpy gdzie znajdują się specjalnie przygotowane stanowiska obserwacyjne.
W końcu o godzinie 19:30 zaczyna się pokaz. Wcześniej czytałem, że jest cudowny, niesamowity itp. ale szczerze mówiąc opisałbym go jako ładny ale nie zachwycający.


Siedzimy jeszcze trochę w ogrodach aż w końcu ruszamy z powrotem nad zatokę. A tam czeka na nas niespodzianka bo rozpoczyna się pokaz laserowy i projekcje na fontannach wody. Ten pokaz znacznie bardziej mi się podobał i był jednym z lepszych jakie widziałem.


Zrobiło się już późno bo wybiła 22:00 i stwierdziliśmy, że czas coś zjeść. Wsiedliśmy zatem do metra i pojechaliśmy do ChinaTown (S$1.50 od osoby). Tam spacerując po ulicach zauważyliśmy, że w jednym z lokali zajęte są wszystkie miejsca. Zatem postanowiliśmy właśnie tam coś przekąsić. Strzał w dziesiątkę. Za obiad dla dwóch osób (mięso z ryżem, mieszankę surówek, zupę i dwa napoje zapłaciłem S$21,00).
Po  całym dniu spacerowania strasznie bolały nas nogi a ze stacji metra do pokoju mamy prawie pół kilometra. Skorzystaliśmy więc z Ubera i za przejazd zapłaciliśmy S$4,35. Przynajmniej na koniec tego intensywnego dnia trochę sobie odpoczęliśmy.