menu

poniedziałek, 17 lipca 2017

Kirgistan dzień 10 - morze w górach i jak uniknąć milicjantów naciągaczy


Dzisiaj po śniadaniu wybraliśmy się na zwiedzanie okolicy. Zaczęliśmy od jeziora Issyk Kul, drugiego największego na świecie jeziora górskiego którego powierzchnia wynosi 6236 km², a głębokość sięga 669 m. Po horyzont woda i woda. Na brzegu piaszczyste plaże. Woda miała temperaturę ok 20 stopni i zachęcała do kąpieli.



Po kilku godzinach byczenia się na plaży ruszyliśmy w miasto. Szukaliśmy lokalnego handlu i jakiejś kawiarni gdzie można by wypić piwo. Tosor to mała miejscowość porównywalna z większymi wsiami w Polsce gdzie jest tylko jedna droga asfaltowa a reszta do drogi gruntowe. Bez problemu dotarliśmy do asfaltu po drodze mijając ciekawe obrazki z życia mieszkańców.


Przy głównej ulicy było kilka sklepów i chciałem kupić jakieś prezenty ale większość produktów pochodziła z Chin. Był jeden oryginalny strój kirgiski ale ani rozmiar ani cena (5000 Som) mi nie odpowiadały.



W Kirgistanie ten symbol jest nadal popularny

Powrót do Biszkeku miał być inny niż pierwotnie planowaliśmy. Dwa z trzech samochodów odjechały wcześniej ze względu na jakieś procedury celne i pozostał nam jeden, w którym mogły jechać max 4 osoby. Z możliwych opcji rozważaliśmy przejazd marszrutką, który miał kosztować 350 Som od osoby. Ale firma postawiła nam przejazd prywatnym samochodem naszego gospodarza za 4000 Som. Trochę byliśmy zaniepokojeni jaki ten nasz gospodarz ma pojazd ale tu niespodzianka: Mercedes klasy E, wyglądał całkiem nieźle. A więc zdecydowaliśmy się wracać jak pieprzeni niemieccy turyści merolem.


Cztery osoby w Mercedesie a reszta naszym Mitsubishi. Mercedes okazał się nie do końca taki wspaniały. Klimatyzacja nie działała bo zamiast zimnego leciało gorące powietrze (dobrze, że tego dnia nie było bardzo gorąco). Na desce wyświetlały się co jakiś czas komunikaty o awariach i było jeszcze kilka innych drobnych usterek. No ale wyglądał dobrze i pewnie to było najważniejsze.
Główna ulica w Tosor
Druga ekipa nie miała szczęścia. Milicja zatrzymała ich trzy razy. Raz udało im się odjechać bez mandatu, za drugim razem zapłacili łapówkę 1000 Som za przekroczenie prędkości (mandat wynosi w Kirgistanie 200 do 1000 Som) a za trzecim razem... Zatrzymała ich Milicja za rzekome przekroczenie prędkości i funkcjonariusz stwierdził, że kierowca pewnie jest pod wpływem alkoholu. Zabrał go do szpitala na badanie zawartości alkoholu we krwi a po drodze straszył karą 1000USD i zatrzymaniem samochodu. Kolega przed szpitalem poddał się i zapłacił łapówkę 100 USD. Cała ta akcja to pokaz przebiegłości milicji w oszukiwaniu turystów. Mandat za jazdę po alkoholu wynosi tylko 8000 Som czyli ok. 120USD a na dodatek badania krwi można odmówić, żądać rozmowy z ambasadą a jeśli nawet pobiorą krew to na wyniki trzeba czekać dwa dni*. Sam prezydent Kirgistanu wystosował do milicji apel aby nie nękała turystów ale jak widać niewiele to pomogło.

* - informacje pochodzą od naszych bardziej doświadczonych w podróżach kolegów i mogą nie być do końca prawdziwe

Jak bronić się przed nieuczciwymi milicjantami w Kirgistanie?
Po pierwsze filmować interwencję. To w większości przypadków hamuje zapędy funkcjonariuszy. Po drugie mieć pod ręką telefon do ambasady i w razie takiej sytuacji dzwonić tam i wyraźnie informować o tym milicjantów. Przyda się też przygotować pieniądze na łapówki. W innych kieszeniach przechowywać banknoty 100 i 500 Som a również 5 i 10 USD. Wręczenie łapówki powyżej 10 USD nie powinno być konieczne. Jeśli milicjant chce pokazać zdjęcie z fotoradaru to koniecznie obejrzeć, w czasie jednego zatrzymania jeden z naszych motocyklistów był przesłonięty na zdjęciu przez dwa samochody.

Po powrocie do Biszkeku poszliśmy coś zjeść i trafiliśmy do małej knajpy o nazwie "Szaszlycznyj Dworik", której nie ma na mapach ale to właśnie tam jadłem po raz pierwszy pyszne szaszłyki z baraniny.

To już koniec pobytu w tym fascynującym kraju jakim jest Kirgistan. Z rana wsiadam do samolotu lecącego do domu.