menu

czwartek, 6 lipca 2017

Kirgistan dzień 2 - Song Kul

Dzieci Kirgistanu
Noc spędziliśmy w przypadkowo spotkanym gospodarstwie. Niestety właścicielka dość słono policzyła nam za miejsce na podłodze bo aż 400 SOM (ok. 24PLN) od osoby. Na pocieszenie w tej cenie było zawarte śniadanie - jajecznica i chleb z pysznym dżemem morelowym.



Plan na dzisiaj to dotarcie do przepięknego jeziora SongKul. Jezioro to położone jest wysoko w górach ruszyliśmy zatem w ich kierunku. Po drodze co chwilę spotykaliśmy przepiękne krajobrazy tak więc przejazd zapowiadał się na dość długi bo w końcu każdy ciekawy widok warto było utrwalić.




Niektóre formacje były tak piękne, że po prostu zapierało dech w piersiach!



Te dziwne garby na zboczu to twór naturalny
 Mijaliśmy kilkukrotnie cmentarze aż w końcu jeden z nich był tak piękny, że nie oparliśmy się chęci by zatrzymać się i przyjrzeć mu z bliska.




Na naszej trasie przejeżdżaliśmy też przez małe miejscowości gdzie obserwowałem fragmenty życia lokalesów. Ciekawe były też budynki ze starych kontenerów.





W jednym miasteczku udało mi się znaleźć pomnik Lenina. W Kirgistanie Lenin jest nadal szanowany a więc po rozpadzie ZSRR nie zburzono jego pomników.


Robiło się naprawdę gorąco. Zjechaliśmy zatem do małej rzeczki przy drodze aby się schłodzić. Tam mieliśmy sporo szczęścia. Pojawił się bowiem samochód, który próbował przejechać przez rzekę. Niestety na środku rzeki zgasł silnik. Z pomocą naszej ekipy udało im się wyjechać na brzeg. Kierowca najwyraźniej dobrze zaznajomiony ze swoim pojazdem wkrótce doprowadził go do działania i rezygnując z przeprawy odjechali gdzieś w stronę zabudowań.



Pojawiła się lokalna młodzież spragniona spotkania z przybyszami. Po chwili pojawiły się kolejne samochody próbujące przejechać przez rzekę ale żaden z nich już nie utknął. Odnieśliśmy wrażenie, że te przejazdy były po części podyktowane chęcią spotkania się z nami. Ludzie wysiadali z tych samochodów i witali się z nami oraz robili zdjęcia.



W końcu ruszyliśmy w dalszą drogę i zaczęliśmy wspinać się drogą gruntową gdzieś w kierunku szczytów. Tam gdzieś w okolicach najwyższego punktu naszej drogi (ok. 3200 m.n.p.m.) zjechaliśmy w bok skuszeni widokiem pięknych koni biegających swobodnie po łące. Pojawił się też młodzieniec, który popisywał się swoimi umiejętnościami ujeżdżania. Chwilę później przyjechali jego rodzice i zaprosili nas do jurty na herbatę.



Do jeziora pozostało nam ok. 25 km a już zbliżał się wieczór. Dotarliśmy niestety trochę za późno kiedy zniknęło światło dające temu widokowi uroku. Szkoda, bo z daleka widać było, że to miejsce jest naprawdę przepiękne. Ale cóż było robić kiedy co chwilę musieliśmy przepuszczać przez drogę stada owiec.


Na nocleg wybraliśmy hostel złożony z jurt. Po targowaniu udało się nam zbić cenę za osobę z 500 SOM na 300 SOM. Dostaliśmy trzy jurty wyposażone w łóżka z pościelą i piecyk. Dodatkowo jedną jurtę na zorganizowanie przyjęcia. Całkiem nieźle jak na tak odludne miejsce.




Jeszcze słowo o toaletach. Poza stolicą wszystkie toalety jakie spotkaliśmy były w stylu na narciarza. W Kirgistanie używa się papieru i w wielu toaletach taki papier był np, w tej przy naszych jurtach. Toalety to są drewniane budki stojące w pewnej odległości od zabudowań. A niektóre są nawet wyposażone w wentylację!