menu

piątek, 7 lipca 2017

Kirgistan dzień 4 - marszrutka i Osh

Tę koronę nie ja namalowałem, naprawdę ;)
Ponieważ nadal czekaliśmy na samochody, które utknęły gdzieś po drodze mieliśmy cały dzień do zorganizowania w Biszkeku. Niestety nie ma tu nic egzotycznego. Jedną z niewielu ciekawych propozycji jest targowisko Osh. Zatem wybraliśmy się tam na zakupy.


Marszrutka
Pierwotnie planowaliśmy iść pieszo ale tego dnia było bardzo gorąco (temperatura w cieniu powyżej 30 stopni). Zdecydowaliśmy się zatem na przejazd tutejszym środkiem transportu zwanym marszrutką.
Marszrutki to minibusy kursujące po całym kraju. W mieście nie ma przystanków zatrzymuje się po prostu marszrutkę kiwnięciem ręki a koszt przejazdu od osoby w granicach miasta to 10 som. Przejazdy zamiejskie są możliwe z dworców autobusowych, które są w Biszkeku dwa. Przejazdy międzymiastowe możliwe są z zachodniego dworca. Koszt przejazdu to ok. 100 som za 100km.
Wskoczyliśmy do marszrutki, która miała na tabliczce podany Osh i byliśmy na miejscu w kilka minut.


Sam rynek Osh to wielki teren wypełniony różnorakimi stoiskami. Można tu znaleźć prawie wszystko począwszy od owoców poprzez ciuchy a kończąc podobno na ostrej broni chociaż nie było nam dane tego znaleźć. Zatrzymaliśmy się przy stoiskach z wyposażeniem wojskowo-turystycznym gdzie można było kupić koszule, kurtki, buty, menażki i wszelkie inne wyposażenie żołnierza. Ceny niskie jak na wielu innych rynkach w Azji. Oczywiście zdarzają się też podróbki. Znaleźliśmy podróbki narzędzi i butów ale pewnie było ich sporo więcej. Ceny podróbek śmiesznie niskie w porównaniu z oryginałami. Niektóre są nawet opisane jak oryginały a więc dla niewprawnego oka prawie nie do odróżnienia.
Pomimo wielu ostrzeżeń, które wyczytałem wcześniej w internecie nie mieliśmy żadnych nieprzyjemnych przygód. Nie spotkaliśmy przebranych milicjantów a również nie zauważyłem żeby ktoś próbował dobrać się do naszych plecaków. Jednak ostrożność zachowałem i w plecaku nie nosiłem niczego cennego.


Może po części zawdzięczamy to temu, że chodziliśmy w dziesięcioosobowej grupie. Samo targowanie to przyjemność o ile sprzedawca ma na to ochotę. Niektórzy podawali ceny nie podlegające negocjacji w innych przypadkach można było zbić cenę o ok. 30% w porównaniu do wywoławczej.

Dzień był bardzo gorący ale wracaliśmy pieszo. Fajnie by było się gdzieś ochłodzić ale jedynym źródłem wody była fontanna, w której raczej kąpać się nie wypadało.