menu

poniedziałek, 10 lipca 2017

Kirgistan dzień 6 - Naryń

Łańcuch górski w Kirgistanie

 Wspaniałe widoki, przyjacielscy ludzie i mnóstwo zdjęć!

Tego dnia wstałem o 5:30. Samochody stały pod hostelem gotowe do wyjazdu. Nareszcie wyruszymy ponownie na trasę. Zapakowaliśmy wszystkie rzeczy motocyklistów i kierowców 4x4, potem zjedliśmy śniadanie i ok. godziny 7:30 ruszyliśmy. Jeszcze tylko trzeba było zatankować samochody więc na jednej ze stacji w Biszkeku wlaliśmy do pełna benzyny 92. Niestety okazało się to błędem ale wyszło to dopiero kilka godzin później. Musieliśmy również napompować opony zajechaliśmy więc do warsztatu wulkanizacyjnego. Takich warsztatów jest w Biszkeku sporo ale najwyraźniej jest duży popyt na takie usługi.



Niedługo potem prowadzeni przez nawigację znaleźliśmy się na drodze w kierunku Narynia. Wkrótce spotkała nas niespodziewana przygoda. Zatrzymał nasz patrol milicji i twierdził, że jechaliśmy 101km/h przy dozwolonej 90km/h. Akurat siedziałem za kółkiem więc dopytywał się czy piłem kumys i czy przed wyjazdem i pokazywał mi test alkoholowy. Oczywiście była to próba wymuszenia ale na szczęście kiedy milicjant dowiedział się ,że  jesteśmy z Polszy uśmiechnął się i nawet nie chciał przyjąć łapówki.


Nocleg mieliśmy zaplanowany w okolicach jeziora Czatyr Kul ale mieliśmy dużo czasu na podziwianie pięknych widoków bo orientacyjny czas dojazdu wyskoczył ok 14:45. Zatrzymywaliśmy się w drodze aby podziwiać i fotografować widoki a kiedy przejeżdżaliśmy koło jeziora postanowiliśmy zrobić przerwę na kąpiel.


Dzień był wyjątkowo upalny, najgorętszy w tym roku w Kirgistanie i temperatura w Biszkeku miała osiągnąć 38 stopni. My byliśmy trochę wyżej w górach gdzie temperatura była o parę stopni niższa ale i tak ukrop był niemiłosierny. Chwila ochłody była potrzebna i ruszyliśmy dalej.

Wkrótce zaczęliśmy odczuwać skutki ostatniej nocy bo ze względu na przygotowania do wyjazdu nikt nie spał więcej niż kilka godzin (zwykle 4-5) a niektórzy nawet wcale. Teraz zaczęło dopadać nas zmęczenie. Prowadziłem samochód i zaliczyłem kilka krótkich drzemek ale to samo mieli pozostali kierowcy. A trzeba było jechać uważnie bo co jakiś czas na drodze spacerowały krowy lub konie.


Powstał pomysł, żeby podratować się kawą. Najpierw szukaliśmy jakiejś przydrożnej jurty gdzie serwują kawę ale zamiast tego mogliśmy oglądać kilkudniowego źrebaka.


Zatem zjechaliśmy z drogi w okolicach strumienia gdzie przygotowaliśmy sami ten napój. Przy okazji tego postoju zaliczyliśmy kąpiele lub moczenie nóg dla ochłody i orzeźwienia.



Do Narynia pozostało już niespełna 50 km które przeznaczyłem na odpoczynek. Jednak nie dane mi było się zdrzemnąć bo co chwilę uwagę przykuwały wspaniałe krajobrazy.




W końcu jednak zasnąłem ale tylko na chwilę i obudziłem się tuż przed tablicą oznaczającą początek miejscowości.

Naryń to dość duża miejscowość i centrum administracyjne okręgu w Kirgistanie. Najpierw zatankowaliśmy i zajechaliśmy do centrum na małe zakupy. Potem dołączyliśmy do motocyklistów, którzy raczyli się szaszłykami z baraniny w lokalnej restauracji. Tam przywitałem się z właścicielką i zajrzałem do kuchni i mogłem zobaczyć jak się te szaszłyki przygotowuje. Nie jestem znawcą szaszłyków z baraniny ale smakowały średnio.
 Dzieci jak zwykle chętnie pozowały do zdjęć. Nie ma tu zbyt wiele rozrywek i taka wizyta turystów to atrakcja. A poza tym typowe tanie rozrywki np. karty.



Toaleta w tej restauracji jak na warunki Kirgistanu była wręcz luksusowa. Kafelki, spłuczka i umywalka.


Po obiedzie wyruszyliśmy w dalszą drogę a kiedy byliśmy ok. 30 km od celu spotkaliśmy kolegę z ekipy na motocyklu, który przekazał nam, że znaleźli dobre miejsce na nocleg ale musimy się cofnąć. Dotarliśmy do łąki gdzie rozbiliśmy namioty. W moim przypadku był to pierwszy raz od 25 lat kiedy sam rozstawiłem namiot. Dumny!
A oto jeszcze garść pięknych widoków, które spotkaliśmy po drodze :)