menu

wtorek, 11 lipca 2017

Kirgistan dzień 8 - awaria i najpiękniejsze widoki

Kirgistan - miejsce naszego dzisiejszego noclegu
Tego dnia mieliśmy w planie dużo przejechać ale kto by się spodziewał, że nasze plany będą musiały poczekać. Pobudka była zaplanowana na 7 rano ale niestety zaczęło lać i kierownik zarządził, że będziemy czekać aż przestanie padać.



Wstaliśmy ponownie o 9, zjedliśmy drobny posiłek i zaczęliśmy składać obóz. Niestety znowu zaczęło padać. Kiedy wydawało się, że jesteśmy gotowi do odjazdu okazało się, że jeden z motocykli nie chce zapalić. Ktoś zauważył, że pod pojazdem jest plama paliwa i po chwili stało się jasne, że paliwo wyciekło. Na szczęście wozimy zapasy w kanistrach i po kilku minutach w zbiorniku było kilkanaście litrów nowego paliwa. Motor nadal nie chciał zapalić. Deszcz przybierał na sile a pobieżne oględziny sprzętu nie dały odpowiedzi na pytanie co było przyczyną wycieku ani dlaczego nie zapala. Samochody stały gotowe do odjazdu ze spakowanymi bagażami ale przecież nie zostawimy kolegi. Naprędce zbudowaliśmy zadaszony warsztat polowy zadaszony plandeką i rozpoczęła się naprawa motocykla.


Najpierw wyciek. Okazało się, że prawdopodobnie zaciął się pływak w gaźniku to pewnie na skutek słabej jakości paliwa które tankowaliśmy ostatnio. Demontaż, czyszczenie i ponowny montaż zajęło nam ponad godzinę.

Iskra na świecy była ale motor zapalał tylko na pych ale silnik pracował słabo a dźwięk jego pracy nie przypominał typowego sprawnego motocykla. W końcu Marcin (kierowca tego motoru) zauważył, że poziom oleju jest powyżej maksimum. Zaczęliśmy więc spuszczać olej a tu niespodzianka. Olej był ewidentnie rozcieńczony benzyną. Prawdopodobnie przez niedomknięty kranik paliwo wpływało do gaźnika a tam do cylindra gdzie przesączało się do skrzynki olejowej. W takim stanie motor nie mógł jeździć bo groziło to szybką poważną awarią. Specjalnie wybrana ekipa pojechała zatem szukać sklepu gdzie można by kupić olej i może klucz do świec bo jakoś nikt nie miał. I mieli szczęście bo kilka kilometrów dalej w stronę Narynia znaleźli taki sklep. Zatem wymiana oleju, próba odpalenia i... pali!

Liczenie owiec przed snem?
 Możemy jechać dalej ale godzina zrobiła się dość popołudniowa. W pierwszym rzędzie skierowaliśmy się do tej restauracji w Naryniu gdzie jedliśmy dzień wcześniej szaszłyki baranie. A przy okazji mogliśmy skorzystać z luksusowej toalety ;) Tym razem wybrałem sałatkę z pomidorów i ogórków (smaczna) i szaszłyk z kurczaka (taki sobie).
Ulica w Naryniu
 Kolejny krok to uzupełnienie zapasów po które wybraliśmy sie do znanego już nam supermarketu. W okolicy zauważyłem pomnik Lenina. W Kirgistanie jak już wcześniej pisałem jest to nadal uznawany bohater.


A po zakupach skierowaliśmy się na wschód w kierunku miejscowości Tash-Bashat. Pora dnia była idealna na robienie zdjęć a pogoda sprzyjała bo pojawiło się słońce. Widoki niewiarygodne. Zresztą co tu dużo mówić. Oto zdjęcia.




Obóz rozbiliśmy w najpiękniejszym miejscu. W dolinie, w miejscu, w którym łączą się dwie górskie rzeki. Wrażenia niezapomniane.