menu

środa, 5 lipca 2017

Przez Kirgistan samochodami 4x4


Wyprawa do Kirgistanu to przygoda, która pojawiła się znienacka. W środę otrzymałem wiadomość, że jest wolne miejsce w rajdzie 4x4 po Kirgistanie, który miał się rozpocząć w poniedziałek. Udało mi sie bardzo szybko znaleźć odpowiedni lot z Berlina do Biszkeku i powrotny za 2150PLN. W ten oto sposób znalazłem się o 6 rano czasu lokalnego na lotnisku w Biszkeku. Jedyne co na razie wiedziałem to adres miejsca gdzie zatrzymała się grupa uczestników. Zacząłem od wymiany walut. W kantorze na lotnisku za 1 USD otrzymałem 67 SOM. Wymieniłem na początek 45 USD bo z tego co udało mi się wcześniej ustalić kurs na lotnisku nie jest szczególnie korzystny a na mieście jest mnóstwo kantorów.


Przejazd taksówką do miasta był okupiony natręctwem kierowców aż w końcu udało mi się wynegocjować korzystną cenę. Kiedy myślałem, że to już koniec problemów i siedziałem w taksówce bagaże przeniesiono do innego samochodu. Nagle okazało się, że wiezie mnie ktoś zupełnie inny i to w towarzystwie dwóch współpasażerów. Na szczęście dostarczono mnie do właściwego miejsca docelowego i poznałem też mieszkankę stolicy.

Kiedy dotarłem do hostelu udało mi się zlokalizować grupę i okazało się, że samochody, którymi mieliśmy jechać utknęły gdzieś na granicy. Ale Tomek - organizator wyjazdu - wynajął trzy zastępcze terenówki na miejscu. Jeszcze przed wyjazdem przeszedłem się na miasto aby kupić kartę do telefonu z internetem. Trafiłem do właściwego punktu gdzie z pomocą rosjanki znającej angielski udało mi sie sfinalizować transakcję. Za 4GB na 1 miesiąc zapłaciłem 190SOM czyli ok 11PLN.


Sama stolica prezentuje się zupełnie inaczej niż to sobie wcześniej wyobrażałem. Na ulicach pełno drogich samochodów i trafiłem też na centrum handlowe, które bez problemu mogło by stać w którymś z głównych miast Polski bo znalazłem tam marki typu Starbucks, DolceGabbana i inne. Ludzie wyglądają zupełnie jak u nas tyle, że widocznie różnią się bo to w końcu Azjaci. Ale na pewno nie wygląda jak stolica kraju, który kojarzył mi się z cywilizacyjnym zacofaniem.

W końcu wszystko było gotowe i ruszyliśmy w trasę. Tomek ma taki styl prowadzenia, że nie zdradza dokładnego celu podróży a po drodze potrafi zmienić trasę kiedy przyjdzie mu do głowy coś interesującego. Trochę jak ja ;)

Ledwie co wyjechaliśmy z miasta a trafiliśmy do przydrożnej restauracji gdzie oferowano dania na całkiem przyzwoitym poziomie. Ceny nie były niskie ale i tak w porównaniu z Polską wydaliśmy znacznie mniej. Za swoje piwo zapłaciłem 100SPM (ok. 6PLN) a za szaszłyk z kurczaka 190SOM (ok. 11PLN).


Zrobiła się już prawie 16 i trzeba było dalej jechać. Drogi były całkiem znośne ale im dalej od stolicy tm jakość dróg była gorsza. Lokalesi mimo to radzą sobie całkiem nieźle i na tych drogach jeżdżą normalne miejskie samochody. Można też spotkać mieszkańców i to najczęściej na koniach - lokalnym najpopularniejszym środku transportu.



W końcu zjechaliśmy z dróg asfaltowych i ruszyliśmy drogą gruntową w góry. Tam czekały na nas wspaniałe widoki. W drodze trafiliśmy też na strumień przecinający drogę ale nasze samochody dały sobie radę. Temperatura wody bardzo niska - stopy marzły.


Dzień dobiegał już ku końcowi co dało nam fantastyczną grę świateł na zboczach gór.
Ciąg dalszy jutro a na koniec kilka pięknych krajobrazów.