menu

piątek, 17 listopada 2017

Szanghaj w dwa dni

Panorama nowej dzielnicy Szanghaju

Zwiedzanie Szanghaju rozpoczęliśmy od przejazdu na Stare Miasto. Po drodze przeszliśmy przez slumsy, gdzie mieszkają ludzie, których nie stać na zakup mieszkania w Szanghaju przy średnich cenach za metr wynoszących 40000PLN/m2



Dalej przeszliśmy do centrum Starego Miasta, które okazało się centrum turystycznym z mnóstwem sklepów i restauracji. Ze znanych światowych marek zauważyłem Starbucks ale było też sporo lokalnych marek, których nazw nie udało mi się rozszyfrować.



Na Starym Mieście znajdują się ogrody Yu. To właściwie taka forma willi na terenie której znajdują się budynki o różnych funkcjach (dla gości, służby, kobiet itd.) i ogrody odpowiadające różnym krajobrazom czy porom roku. Znajduje się tam kilka ozdobnych kamieni pochodzących ze zbiorników wodnych, które na skutek długiego obmywania przez wodę przybrały niesamowicie złożone kształty.



Po zwiedzaniu ogrodów zrobiliśmy sobie przerwę na posiłek i mieliśmy okazję spróbować nieco dziwnych lokalnych potraw takich jak ptaki czy ośmiornice. Dało się zjeść ale pieczone ptaki smakowały trochę ekstremalnie.


Świątynia Jade to bardzo ciekway obiekt, w którym znajduje się jedyna w Chinach rzeźba Buddy przedstawionego jako kobieta. Cały obiekt jest dość duży ale porównaniu ze świątyniami w Malezji prezentował się mniej okazale.


Kolejnym miejscem, które mieliśmy w planach zobaczyć była główna ulica handlowa Szanghaju. To skupisko sklepów znanych światowych marek i wielu lokalnych. Między innymi znajduje się tam duży salon Apple gdzie sprzedawcy prowadzili prezentacje nowego iPhona. Było też KFC ale wydaje się, że to nie było to oryginalne amerykańskie KFC tylko chińska podróbka.

To raczej nie jest prawdziwe KFC

Oryginalny Apple

Prezentacja najnowszego iPhone


Do wieczora pozostało jeszcze ponad dwie godziny i zadecydowaliśmy, że pojedziemy na deptak nad brzegiem zatoki w dzielnicy Bund w miejscu, z którego rozpościerał się wspaniały widok na dzielnicę Pudong. Tam zrobiliśmy sobie przerwę na obiad a za kurczaka z ryżem w restauracji na nadmorskim bulwarze zapłaciliśmy 30 juanów.
Mao - uważany tu za bohatera narodowego

Zaczął zapadać zmrok i okazało się, że większość budynków jest niesamowicie oświetlona. Na kilku budynkach były zainstalowane systemy świetlne umożliwiające przekształcenie elewacji w ekrany wyświetlające ruchome obrazy. Wrażenie było niesamowite! W porównaniu z innymi nowoczesnymi metropoliami, które ostatnio widzieliśmy (np. Singapur czy Doha) Szanghaj jest zdecydowanie najpiękniejszym miastem.

Jest też niestety bardzo drobie. W jednym z wieżowców po drugiej stronie zatoki są najdroższe apartamenty w cenie 175000PLN za m2. Cena bardzo wygórowana i większość budynku na razie stoi pusta.
Na podsumowanie tego dnia zafundowaliśmy sobie rejs statkiem po zatoce.

Kolejny dzień rozpoczęliśmy od wjazdu na najwyższy budynek w Chinach czyli Szanghaj Tower. Wieżowiec ma wysokość 632m i jest drugim najwyższym budynkiem świata po Burj Khalifa w Dubaju. Wjazd windą z zawrotną szybkością 20m/s i już byliśmy na poziomie obserwacyjnym na wysokości 561m. Widoki wspaniałe! Akurat tego dnia pogoda się poprawiła i widoczność była dość dobra chociaż dało się zauważyć zamglenie z powodu smogu czy z powodu naturalnych czynników.





Niby przezroczysta podłoga mogła kogoś wystraszyć

Po zjechaniu na dół (tym razem znacznie wolniej) przejechaliśmy na największy w Szanghaju targ. Trzeba przyznać, że jest naprawdę duży no i oczywiście mnóstwo tam chińskich towarów. Niestety ceny w Chinach od pewnego czasu pną się w górę i pomimo naszego usilnego targowania nie dało się zejść poniżej poziomów cen, które mamy w sklepach w Polsce lub tych z aliexpress.
Zegar słoneczny a wygląda jak Millenium Falcon

Tam też udało się zjeść najsmaczniejszy jak dotąd obiad czyli wieprzowinę w sosie slodko-kwaśnym. Palce lizać!

Potem powrót do hotelu. Ale ponieważ pora była jeszcze wczesna wyskoczyliśmy na ulicę i pomaszerowaliśmy na azymut. Wkrótce natrafiliśmy na ulice handlowe gdzie było mnóstwo sklepów i restauracji. Większość lokali to dość małe klitki. Zdarzają się też miejsca wyjątkowo biedne gdzie w takim lokalu właściciel nie tylko prowadzi biznes (te najbiedniejsze to albo gastronomia albo handel towarami pozyskanymi gdzieś z odpadów) ale również mieszka z rodziną. W porównaniu z tym te slumsy koło Starego Miasta wydały się nam całkiem przyzwoite.



Oprócz ludzi śpiących na ulicy ten sklep zrobił na nas największe wrażenie

Trafiliśmy tam na salon masażu chińskiego a ponieważ była kolejka to zgodnie ze starą zasadą stwierdziliśmy, że też możemy skorzystać.

Masaż trwał ponad godzinę i obejmował głowę, ramiona i kręgosłup a potem pedicure i masaż stóp. W salonie jednocześnie przebywa ośmiu klientów i najwyraźniej już przywykli bo patrzyli się w swoje smartfony. Nam nie było tak lekko bo momentami masaż był bolesny. Ale na końcu czuliśmy się wspaniale.

wtorek, 14 listopada 2017

Chiny - startujemy w Szanghaju





Chiny to moja kolejna wyprawa, która rozpoczęła się dzięki super atrakcyjnej ofercie na połączenie Katarskimi liniami. Bilet w obie strony kosztował tylko 1120PLN. Dzisiaj wysiadłem z samolotu na lotnisku Pudong w Szanghaju.
Lotnisko robi niesamowite wrażenie. Samo kołowanie po lądowaniu trwało ponad pół godziny. A kiedy już wydawało się nam, że podjedziemy do terminala minęliśmy go i pojechaliśmy dalej do drugiego, równie wielkiego.
Z lotniska do centrum miasta można się dostać kolejką magnetyczną MAGLEV dostarczoną przez Niemiecką firmę i opartą na technologii magnetycznej lewitacji. Dzięki temu, że nie dotyka torów może rozpędzać się do zawrotnych szybkości nawet 415km/h. W różnych porach dnia osiągane są różne prędkości maksymalne. Nam niestety trafiła się godzina o której osiągana jest prędkość "zaledwie" 300km/h.

Oczywiście po takiej jeździe przód pociągu zbiera wszystkie owady z trasy przejazdu.

Po dotarciu do centrum czekał na nas autobus z lokalnej firmy turystycznej ... wraz z przewodnikiem Mikelem, który ma nas obwozić po mieście i okolicach. A ponieważ pora była już późna popołudniowa skierowaliśmy się w stronę hotelu.


Po drodze wymienialiśmy się informacjami o naszych rodzinnych stronach. Jak się okazało Szanghaj jest bardzo drogim miastem gdzie średnia cena metra kwadratowego to 35000PLN co przekłada się na cenę mieszkania w granicach 2,5 miliona! To jest problemem dla rodzin posiadających syna gdyż zgodnie z tradycją rodzice powinni kupić synowi mieszkanie. A to z kolei wynika z innej tradycji zgodnie z którą kobieta może wyjść tylko za kawalera posiadającego mieszkanie.
Niestety wynagrodzenia w Szanghaju nie są aż takie wysokie co powoduje, że życie w tym mieście nie należy do łatwych.
W sklepie znalazłem chińskie zupki ale w odróżnieniu od tych w Polsce te są produkowane w Chinach.