menu

czwartek, 23 listopada 2017

Dwa dni w Sanya

Phoenix Island
 Sanya to miasto w Chinach, które pełni funkcję ośrodka wypoczynkowego dla chińczyków. Ale przyjeżdżają tutaj też obywatele innych państw, głownie Rosjanie. Pobyt w Sanya zaplanowaliśmy aby dać sobie chwilę oddechu w intensywnym programie zwiedzania.


Samo miasto okazało się mieszanką przepychu reprezentowanego przez ciąg hoteli wzdłuż brzegu zatoki i zespół hotelowy na wyspie Phoenix a typowym chińskim miastem w którym spotkamy głównie niezbyt zamożnych chińczyków. Jako miejscowość wczasowa różni się od tych znanych nam z Polski. Po pierwsze liczbą mieszkańców, których mamy tutaj aż ponad 500000. Po drugie w takim np. Sopocie całe miasto jest już podporządkowane turystyce. Tu w Sanya wystarczy odejść kilkaset metrów od brzegu morza a już trudno znaleźć jakieś typowe turystyczne cechy. Ot zwykłe miasto.

Piękna plaża

Do Sanya dotarliśmy szybką chińską koleją klasy B, osiągającą "zaledwie" 250km/h. Na dworcu ominęliśmy cwaniaków taksówkarzy proponujących nam transport za 50USD od osoby i wybraliśmy taksówki z postoju. Dwie takie taksówki zawiozły nas do hotelu za jedyne 50 juanów.
Hotel w centrum miasta, 100m od plaży. Od godziny 6 rano do 22 rozbrzmiewa muzyka. Ludzie tańczą i śpiewają na promenadzie. Co ciekawe uliczne karaoke jest tu bardzo popularne.


W oddali hotele na Phoenix Island zmienione w wielkie ekrany wyświetlają ruchome obrazy.
Mnie interesuje bardziej ta druga strona miasta. Zapuszczam się w wąskie uliczki biegnące pomiędzy ciasno ułożonymi budynkami. Charakterystyczne jest to, że wszędzie są kraty w oknach nawet na wysokich piętrach. Może boją się Spider-Mana?


Mnóstwo skuterów, większość elektrycznych
Przed południem tłumy ludzi na ulicach. Setki sklepików jeden mniejszy od drugiego. Uliczne restauracje, masaże, fryzjer, mnóstwo restauracji począwszy od małego grilla a kończąc na dużych i ładnie urządzonych lokalach.

 
Uliczny fryzjer
 


Pod wieczór ruch nie maleje a część biznesów otwarte jest grubo po północy.


Drugiego dnia zapuściłem się w rejony portowe. Widać wyraźnie, że mieszkają tu ludzie na granicy ubóstwa. Wszystko to o paręset metrów od nowo budowanych wielkich apartamentowców i hoteli.
Często widać takie kontrasty jak stojący nowy model Toyoty obok sypiącej się rudery.


W tej restauracji raczej bym się nie stołował
 

Pod wieczór zanurzamy się w miasto w poszukiwaniu nowych smakowych doznań. Pieczona ośmiornica smakuje wyśmienicie. Zaglądamy do małej restauracji aby odkryć kolejną smaczną potrawę. A jedzenie pałeczkami już nie sprawia nam trudności.
Jutro rano opuszczamy Sanya i udajemy się do Hong Kongu.



Polski akcent w Sanya